Alchemia kłótni

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Jeśliby potraktować nasze emocje jako sekretne ingrediencje, to łatwo można zauważyć w jaki sposób należy je połączyć aby powstała kłótnia. I tutaj nie ma co filozofować, gdyż elementem zapalnym może być byle gówno. Od dawna niewyniesione śmieci, piętrzące się w kuchni garnki, zwlekanie z ważnymi decyzjami czy niewyjaśnione znajomości – wszystko może się skończyć niebezpieczną reakcją, niczym dolanie wody do kwasu. W niestabilnych warunkach panujących w naszych głowach podczas kłótni, rodzą sie potworki, które z sadystyczną przyjemnością, równą ekstazie, serwujemy ludziom nam najbliższym.

Szczypata uszczypilwości

Zaczyna się spokojnie. Na początku testujemy na ile pozwala nam sytuacja. Zaczynamy więc od nic nieznaczących, mimochodem rzucanych szpileczek. Niby wszystko ok, ale nasz sarkazm zaczyna z biegiem czasu coraz bardziej przypowminać swoimi właściwościami stężony kwas solny. W efekcie przepalamy się przez tę cienką powłokę wyrozumiałości i szczypiąc, wżeramy się w mięsisty środek powodując w przeciwniku odruch obronny. Tak, tak! W tej chwili, to już nie istotne jak blisko ze sobą jesteśmy. Druga osoba jest przeciwnikiem i jeśli do tej pory pozostawała biernym obserwatorem to teraz ustala swoją strategię na najbliższe minuty rozmowy.

No właśnie, co jest takiego okropnego w tym wszystkim ?
Gdy już podejmujemy tę mniej, lub bardziej świadomą decyzję o wznieceniu kłótni, to już nie ma znaczenia kim jest dla nas ta druga osoba. Oboje teraz chcecie wygrać kłótnię, bo wygrany nie będzie musiał przepraszać.

Czym jest owa tajemnicza uszczypliwość? To takie ukłucia, które zadajemy sobie słowami, w ten szczególnie słodki i niewinny sposób. Rzucone w eter ” Mogłeś się bardziej postarać”, czy też ” Mogłam zrobić to sama, to wyszłoby lepiej „, potrafią skutecznie unieprzyjemnić dyskusję. Wszyscy to przecież doskonale znamy. Uszczypliwe może być nawet spojrzenie rzucone zza stołu, czy też przez ramię, ot tak na odchodne.

5 gram rozczarowania

Rozkręcamy się, tak więc powoli grunt zaczyna nam się walić pod nogami i tutaj zarówno kobiety, jak i mężczyźni, w sposób niewiarygodnie precyzyjny potrafią wyczuć ten moment. I tutaj waśnie, w sposób zupełnie niezależny od płci, uwielbiamy wspomagać się rozczarowaniem. „Nie sądziłem, że usłyszę od ciebie takie słowa.” „Nie podejżewałam, że potrafisz być taki podły.” Te zdania sprawiają, że już nigdy nic nie bedzie takie samo, dlatego tutaj trzeba uważać. Oczywiście my to potem będziemy uspokajać i zręcznie tłumaczyć emocjami, jednak musimy mieć świadomość, że raz wypowiedziane słowa zmieniają relacje bezpowrotnie.

Każdy gram rozczarowania, który dorzucimy gratis, może spowodować, że druga osoba poczuje się na tyle źle w naszym towarzystwie, że straci na nie ochotę. Zionąc na siebie ogniem wypalamy się i możemy dotrzeć do momentu, kiedy któregoś dnia, nie znajdziemy już ochoty, czy siły, by walczyć o cokolwiek więcej w tej relacji. Tak rodzą się ciche dni, tygodnie a potem to już koniec.

Czy lubimy sprawiać ludziom przykrość, czy też robimy to tylko dlatego, że nie umiemy znaleźć argumentów, które pozwoliłyby nam się dogadać? Czemu upadamy tak nisko i wykorzystujemy przeciwko ludziom ich własne emocje? Wielu z nas kłótnie traktuje jak pole bitwy, na którym silniejszy zwycięża. Osłabiamy więc przeciwnika i patrzymy jak jego garda opada, tak by brutalnie zaaplikować mu fatality rodem z Mortal Kombat. Przyznam szczerze, że w moich oczach, wbicie komuś sztyletu w potylicę, wydaje się być bardziej humanitarne, niż emocjonalne upadlanie bliskich, przy pomocy rozczarowań.

Garść wyrzutów sumienia

No tak! Jak zwykle powiedzieliśmy za dużo, do tego zbyt dosadnie i jeszcze ubraliśmy to wszystko w wianuszki przekleństw. Teraz cała mieszanina wrze jak w garze. Na wierzch wypływają wszystkie te smaczki i brudki, które kiedyś dla świętego spokoju, postanowiliśmy zagrzebać, gdzieś głęboko. Tak dla dobra ludzkośći schowaliśmy nasze urazy i niezadowolenie, aby w tym momencie to wszystko wywalić. I co takiego teraz wypłynie?

Nawiązania do poprzednich kłótni, niespełnione oczekiwania, stracone okazje, wyłapane potajemnie kłamstwa, a także całe mnóstwo słów wyrwanych z kontekstów. Pozostają tylko słowa, bo sytuacji już dawno nikt nie pamięta.

Na tym właśnie etapie, w celu ustabilizowania zachodzących reakcji, dorzucamy wyrzuty sumienia. „Żałuję, że musiałem sprawić Ci tyle przykrości, żebyś w końcu powiedziała mi w czym tkwi problem.” W kobiecym wydaniu usłyszymy zdanie doprawione płaczem : ” To okropne, że nie umiemy ze sobą normalnie rozmawiać”. I te nasze wyrzuty sumienia, formujemy tak, aby pozostawały mieczem obusiecznym. Co prawda troszkę nam sie dostaje, ale ciągle nieco mniej niż przeciwnikowi. Bo przecież, ten kto przegrywa, musi przeprosić. Jak tu przeprosić za to, że nazwało się kogoś niedorozwiniętym emocjonalnie gnojem, albo głupią pizdą? No tak. Gdy nie przebieramy w słowach i nie uważamy na nasze perliste epitety, to potem tym bardziej zależy nam na wygranej.

Hormony do smaku

Calość zdarzenia zachodzi w naszych głowach pod wpływem naturalnych narkotyków w postaci hormonów. Nic dziwnego, że rzucamy się jak ćpuni na głodzie, walczący o działkę. Zakrzywiona rzeczywistość jest dla nas na tyle okrutna, że wymaga od nadnerczy produkcji adrenaliny. Nie panujemy więc nad sobą, bo po wyrzucie hormonów wojny, jest już trochę późno by się opanować. Tyle złego potrafimy powiedzieć w złości. Rozżaleni i wkurwieni, szastamy słowami bez opamiętania.

Dopiero gdy już usiądziemy, to okazuje się, że nie przegrywa ten, kto mówi przepraszam. Zdajemy sobie sprawę, że czasem zwykłe przepraszam nie wystarcza, albo  żę  jako wygrana strona czujemy się podle. Lepiej więc unikać takich konfrontacji. Wyjśc z domu, przewietrzyć głowę, a do rozmowy wrócić, gdy spojrzymy na nią tak jak powinniśmy. Nie wszystko co nas wkurwia, zasługuje na zabranie do laboratorium emocji, gdzie bedziemy testować klinicznie wpływ tegoż czynnika na ludzi nam bliskich, czyniąc z nich tym samym króliki doświadczalne.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

masakraona

Ostatnie wpisy masakraona (zobacz wszystkie)

4 comments on “Alchemia kłótni

  1. To prawda, że nie wszystko zasługuje na to, by nas wkurwić do granic możliwości, ale niesamowicie ciężko jest zostawić kłótnie i wyjść na sekundę, ochłonąć. Jak już się przekroczy ten próg i zacznie się faza rozczarowań i odejść od właściwego tematu, wielkie emocje wiążą i nie pozwalają odejść. Jeszcze chyba nie znalazłam dobrego na to sposobu, ale ciągle się uczę.
    Pozdrawiam

    1. Nawet gdy się kłócimy i mówimy te okropne rzeczy, to myślę, że to co powiedziałaś na koniec jest piękne. Musimy sie nauczyć kłócić, znaleźc nasz własny sposób na radzenia sobie z emocjami.

  2. Mnie jedno zastanawia…dlaczego ludzie coraz mniej używają, tych trzech pięknych słów „proszę, dziękuję i przepraszam” świat byłby inny…wystarczy opanować negatywne emocje… przepraszam? Nie wstydzę się…ale statystyka przemawia za Twoją treścią…
    Pozdrawiam

  3. Proszę, dziękuję, przepraszam, bez wstydu, bez emocji, po prostu dla dobra…to nie jest ciężkie…lecz statystyka przemawia za Twoją treścią…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *