Jaki jest koń każdy widzi…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

A co jeśli jednak się pomyliłyśmy? A co jeśli ten przystojniak o zielono – niebieskich oczach, poznany w przytulnej kawiarni, tak naprawdę jest psychopatycznym mordercą? Zamieszkamy z nim, po czym, zamieni nas w kawał mięcha bez emocji i potrzeb. Nie, no przesadzam. Równie dobrze może być tylko chamem, prostakiem, gburem, mrukiem, pijawką energetyczną, albo cholera wie, którą jeszcze z plag egipskich. 

Pewne rzeczy wychodzą dopiero po czasie. Obserwujemy samca zbliżającego się do wodopoju. Odstawia szklankę do zlewu, po czym ulatnia się, wykorzystując przy tym znane swojemu gatunkowi techniki kamuflażu. W ten sposób czujemy się w mieszkaniu, niczym myśliwy tropiący zwierzynę. Tropem zrolowanych w kulkę skarpet, udajemy się w wędrówkę do miejsca spoczynku mitycznego gada, którego kiedyś odwiedzając w jego poprzednim lokum, podziwiałysmy za wspaniałą organizację przestrzeni i porządku. 

Jak bardzo może różnić się oblicze mężczyzny codziennego od tego widywanego na randkach przy świecach? Każda z nas dobija do tej przystani związku nazywanej „codziennością”. To, co martwi nas najbardziej, to jednak nie fakt zbierania porzuconych skarpet.  Skarpety to tylko błahostka.  Co jeśli się pomyliłyśmy? Jeśli stworzona przez nas wizja, tak skrupulatnie oparta na zaobserwowanych zachowaniach, reakcjach i mimice, kompletnie różni się od wizerunku mężczyzny, z którym zdecydowałyśmy się dzielić, już nie nawet samo łóżko, ale co więcej toaletę i kuchnię?

Dziś bylam świadkiem przerażającej sytuacji. Może to dziwne, ale nawet pracując jako sprzedawczyni, nieustannie staram się analizować zachowania mijających mnie w ciągu dnia ludzi. Do sklepu wchodzi para. Po ślubie. A jakże by inaczej ! Dwójka dzieci.  Jedno w wózku, jeszcze nic nie ogarnia, oczy zamknięte, bo to ten wiek, kiedy to sen jest jedyną rzeczywistością.  Mąż chodzi po sklepie i ogląda buty. Oczywiście dla niej. Ona – szara myszka, która na wstępie usłyszała coś w stylu :” Tobie to już chyba starczy tych butów”. Mąż gentelman. Po prostu chapeau bas! Każdy but dokładnie ogląda i po takich oględzinach podaje uświęconej węzłem małżonce. Zatwierdzone modele zostają przymierzone, a potem spośród nich miłościwie nam panujący mąż, wybiera parę najprawilniejszą. 

Amen.

Tak się zastanawiam. Jak czuje się kobieta będąca na utrzymaniu męża? Osobiście sobie takiej sytuacji nie wyobrażam i w duchu wierzę, że nigdy się tego nie dowiem. Wiem jedynie, że czułabym się dogłębnie upokorzona, gdyby ktoś mi odebrał możliwość wolnego wyboru. Prawo decydowania o samej sobie jest tym, co sprawia, że możemy być sobą. Taka esencja. W momencie, kiedy ktoś nam to odbiera, czy nie pozbawia nas godności? 

Oczywiście nie zabraknie hejtów, którzy wyskoczą jak poparzeni twierdząc, że to tylko buty, a feminaziole takie jak ja, naskakują na mężczyzn, którzy po prostu chcą dbać o swoje kobiety. A dupa tam chcą dbać. My kobiety z natury jesteśmy bardziej uległe. Dodatkowo uczy się nas, żeby koleżance oddać lalkę, żeby i ona  mogła się pobawić, albo że jak kolega nas stłucze podczas „końskich zalot” w podstawówce, to mamy przestać być złe, jak tylko powie przepraszam. Buty to jedno, ale czy na tym samym schemacie nie opierają się inne działania zmieniające kobiete w związku ? Pomyślcie. Nie pójdziecie na imprezę, bo on nie lubi waszych znajomych. Co więc zrobicie? Zostaniecie w domu i oberzycie film/serial. A potem on powie,  że to taki kompromis… 

Klasycznym przypadkiem nieprawidłowej oceny mężczyzny są sadyści, którzy potrafią kobietę złamać nie tylko fizycznie, ale nawet psychicznie. Tego rodzaju panów pozdrawiamy i mijamy szerokim łukiem. Oczywiście, o tego typu delikwencie dowiemy sie dopiero kiedy już coś odwali, czy też przyłoży, na przykład nam w oko. Pamiętajcie kochane, ze „Irlandzkii pocałunek” to pocałunek na pożegnanie. Na nic kwiaty, przeprosiny i słodkie wyznania. 

Powiem to śmiało. Ten tekst wypływa gdzieś z czeluści moich obaw. Jest to miejsce przedziwne, dość dawno przeze mnie nie wizytowane. Wraz z wielką miłością, przychodzi bowiem strach, że to co widzimy może nie być tym, czym jest w rzeczywistości. Nawet jeśli nie mamy racjonalnych podstaw do takich lęków, to zastanawiamy się „A co jeśli w pewnym momencie zamieni sie w mojego byłego?”. Nie jest to rzecz jasna  pytanie tak bezpośrednio sformułowane, ale jest ogólnym efektem kumulacji wszystkich poszczególnych składowych niepokoju, który nas ogarnia, kiedy w końcu mamy zamieszkać razem z nowym partnerem. Dotychczasowa sielana może po prostu zniknąć, a zamiast myśleć o utopii, będziemy marzyć, żeby go utopić… Nieważne. Przychodzi ten moment, kiedy decyzja zapada. Musi zapaść. Ważne żeby pozostać czujnym, nie przytępiać swoich zmysłów  i pamiętać, że jedyną osobą, z którą byliśmy i będziemy na zawsze, jesteśmy my sami. Dlatego niezależnie, czy jesteście kobietami, które chciały połączyć się ze mną czytając ten tekst, czy facetami, którzy postanowili poczytać sobie, co tam kobiety na nich psioczą, to chcę, żebyście zapamiętali – nigdy nie zapominajcie o swoich potrzebach i nie próbujcie uszczęśliwiać drugiej połowy kosztem swojego szczęścia.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

masakraona

Ostatnie wpisy masakraona (zobacz wszystkie)

One thought on “Jaki jest koń każdy widzi…

  1. Znam takie, które lubią być na utrzymaniu. I to w dodatku z godnością. Dla niektórych to niewyobrażalne. dla innych w ogóle niemożliwe. Ale tak naprawdę, ile ludzi, tyle opini.
    A co do całości: strachy zawsze w nas jakieś będą. Chyba. albo trzeba się z nii rozprawić, albo szczelnie je w jakimś pudle zamknąć. Nie wiem, co lepsze…

Odpowiedz na „magdalena.skorupka26Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *