Nos prawdę ci powie

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Niektórzy twierdzą, że fajki śmierdzą i chociaż ciężko się z tym nie zgodzić, to jest coś czarujacego w połaczeniu męskich perfum z nutą tytoniu. Powstają kompozycje zapachowe, w których gdzieś pomiędzy słodkimi akordami wanilii, ciężkimi tonami piżma, plączą się zupełnie niewinnie, acz intrygująco, te szczypiąco – słodkie języczki palonego tytoniu, łagodnie kładące się na męskiej skórze.

Nienawidzę dymu z fajek. Pal licho te wszystkie substancje smoliste, kancerogenne pierdoły i całą magię przedwczesnego starzenia. Jestem w stanie to jakoś przeżyć , w imię tak zwanego wyższego dobra, czytaj – socjalizowania się na imprezach. Nie należę bowiem do grona ludzi, którzy narzucają coś innym, tak więc nie patrzę oburzonym, pełnym nienawiści wzrokiem na tych wszystkich biednych palaczy, którzy nawet przy totalnym braku pogody, kulą się gdzieś pod ścianką przystanku, lub w jakichś menelskich alejkach, tylko po to, by złapać sobie buszka i ukoić nerwy kolejną dawką nikotyny.

I chociaż zawsze, gdy nawdycham się tego cholernego ścierwa, to w przeciągu godziny dopada mnie mdlący jak skurwysyn ból głowy, to zaciskam zęby i nie przechodzę do wzrokowej eksterminacji palaczy. Każdy z nas ma prawo zabijać się tym czym lubi.

Powonienie, to jeden z najbardziej niesamowitych zmysłów, bo kodując za jego pomocą pewne informacje, nie jesteśmy świadomi wspomnień, które w nas powstają. Pamiętam zapach nagrzanych słońcem truskawek, które pochałniałam w dzieciństwie wraz z piaskiem, słony wiatr znad morza, czy nawet ten cholernie cudowny swąd spalonego tłuszczu, pieczonej na ognisku kiełbasy.

I ta pierwsza myśl stawia mi przed oczami obraz 8 letniej blondynki, biegającej w drewniakach po łąkach, zawieszonej na czereśni w sadzie sąsiada i plądrującej jego plony niczym szarańcza. Ta mała dziewczynka, dzięki całej masie zapachów żyje we mnie i uśmiecha się za każdym razem, gdy wyłapie to, co kiedyś tak nieodzownie wiązała z przyjemnością.

I tak funkcjonuje każdy z nas. Być może zupełnie nieświadomie, a może mechanicznie. Natomiast na pewno świadomi są martketingowcy, przez co wykorzystują ten fakt wręcz po mistrzowsku, sprzedając nam złudzenie emocji, pod postacią zupełnie niewystarczającego produktu. W rezultacie kupujemy więcej, bo ciągle wierzymy, że w pewnym momencie, nasza potrzeba “tego czegoś” zostanie zaspokojona. Gówno prawda. Nie zostanie. To, co obiecywało nam powrót do cudownego czasu ze wspomnień, pozostawi tylko gorycz rozczanowania i tak dobrze nam znane stwierdzenia “kiedyś, to smakowało zupełnie inaczej”, “kiedyś, to było lepsze”.

W rezultacie w sklepach rozpylają zapachy, które mają na nas zadziałać jak jebana incepcja. Kupujemy, konsumujemy i ciągle rozwijają się w nas nowe potrzeby. Bo zapachy sprzedaj już nie tylko jedzenie. O nie! Specjalne kompozycje powstają na zamówienie firm odzieżowch, co byśmy postrzegali ich majtki bardziej pozytywnie i byli gotowi więcej za nie zapłacić. Zacytuję klasyka “ Takie są fakty prosze państwa”.

A jakie zapachy podsuwa mi to roześmiane, patyczkowate ja, w wieku lat 8 ? Zdecydowanie dymu tytoniowego wymieszanego z perfumami Christopher Columbus. Ciepły męski zapach, do którego tuliłam się godzinami. Okrutne nuty tytoniu, tak cudownie wymieszane z całą aurą mojego taty, że zapisane zostały w mojej głowie eksplozją ciepłych barw, odcieni brązu, bordo i pomarańczu.

Każdy człowiek pachnie inaczej. Żeby było śmieszniej, wymyśliliśmy sobie perfumy. I tak oto stare babeczki w moherowych beretach pachną naftaliną, świeżymi konwaliami, bzem, ukochaną przez ten gatunek różą, czy innymi kompozycjami kwiatowymi, skutecznie odstraszającymi komary, jak również ich wnuki.

Mężczyźni dzielą się na tych, którzy wybierają odświeżające, niczym morska bryza zapachy z nutami owoców cytrusowych, trawy cytrynowej, mięty i innych sekretnych ingrediencji, oraz na tych , którzy wolą pachnieć nieco bardziej mrocznie i tajemniczo.

Tutaj pojawiają się afrodyzjaki – malutkie chemiczne wabiki, które bezbłędnie mają nas nakierować na tego właściwego samca. Jako gatunek jesteśmy w tym względzie troszkę pojebani. Wycinamy gruczoły innym zwierzakom i wykorzystujemy ich feromony do tworzenia własnych kompozycji. Dlatego sztuka tworzenia perfum, jest fascynująca i obleśna za razem , zupełnie jak zapisywana w opasłych tomach czarna magia. Każdy, kto kiedykoliwek czytał “Pachnidło” powinien wiedzieć o czym ja mówię, a kto nie czytał, to polecam, gdyż to jedna z tych książek, która pozostawia po sobie uczucie mrowienia w mózgu, które można chyba interpretowac jako oznakę myślenia.

Co w tym temacie mówi nauka? Nos został zaprojektowany przez naturę tak, abyśmy mogli odnaleźć osobę, z którą bedziemy w stanie stworzyć najzdrowsze potomstwo. Dlatego zapachy naszego rodzeństawa są dla nas totalnie odrzucające. Pomijając już nawet całą tą oblechę, z cyklu popisywania się gastrcznymi umiejętnościami pozbywania się gazów ( no chyba, że tylko mój brat tak robi). Po prostu gdy nasze DNA jest zbyt podobne do DNA drugiej osoby płci przeciwnej, to jej zapach nie bedzie dla nas tym najbardziej pożądanym. Szukamy więc facetów, zdrowych, silnych, o atrakcyjnej puli genetycznej, bo nasze nosy to takie urocze ciocie z dalszej rodziny, które uważają się za totalnie zajebiste, nieomylne swatki.

I może kiedyś tak było. Może to się sprawdzało. Dziś to, co w nas pierwotnie piękne, to, co miało nam pomagać, nazywamy smrodem. Szorujemy więc ciała żelami pod prysznic, do wanny wpuszczamy olejki eteryczne, zabezpieczamy nasze pachy przed poceniem, w ciało wcieramy wonne balsamy i masła, skrapiamy się ukochanym zapachem i … dupa. Pachniemy tak jak chcemy, a nie tak jak jesteśmy skonstruowani, żeby pachnieć.

I jak we wszystkich aspektach życia, tworzymy się na nowo. Chociaż cywilizacyjnie nazwiemy to zajebistym skokiem, to jest to taki skok na główkę do kanionu.

Nasze nosy nie ogarnęły, że teraz maskujemy się zapachami innych stworzeń i roślin, nasze nosy nie mają mózgów oddzielnych, takich tylko dla siebie. Tak więc nasze nosy, korzystając ze wspólnego mózgu wybierają te zapachy, które dobrze kojarzymy i wychwytując je, przypisują nowo poznanej osobie cechy osób utożsamianych z danym zapachem.

Jak pachnie “Nic na zawsze”?

Gdybym ruszyła z kampanią reklamową, to w miastach wisiałyby ogromne billboardy złowieszczo i nieco zalotnie patrzących niebiesko – zielonych oczu. Świdrujące spojrzenie lekko pojechanej brunetki, łączące w sobie szaleństwo i jakiś taki niepokojący spokój. W księgarniach, czy kioskach unosiłby się zapach kobiety romantycznej, silnej i ciekawej życia. Połączenie woni Vesace Crystal Noir i płynnej, podgrzanej czekolady.  I myśląc o tym, przeczesuje dłonią włosy i zbliżając ją później do twarzy, czuję słodycz olejku arganowego oraz kokosa.

Jak więc pachnie “Nic na zawsze”? Jak wszystko w moim życiu, tak i mój zapach jest sumą pewnych doświadczeń i inspiracji. Chociaż sami nie jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić swojego zapachu, to wąchając każdy z elementów z osobna, potrafię stworzyć w wyobraźni pewien obraz. Chyba słowo wizja byłoby jednak z wielu względów właściwsze.

Ubrana w długą, jedwabną sukienkę, spaceruję po indyjskim targu. Słońce rozgrzewa moją skórę, na której powoli zbierają się kropelki potu. To samo słońce rozgrzewa ustawione w szeregach dzbany i kosze z orientalnymi przyprawami. Moje feromony, czyli ten cynicznie piękny dar natury, mieszają się z kadzidlanymi woniami drzewa sandałowego, kardamonu, pieprzu, czekolady, olejów, masła shea…

To nie jest zapach słodki, może lekko mdlący, okalający mózg ciepłem, zamykający go w drewnianej szkatułce wspomnień zachodów słońca i spacerów w ciepłe letnie wieczory. Zupełnie świadoma, sięgam po pefrumy, które łączą w sobie moją ciekawość świata i realizują jakieś takie głębokie potrzeby metafizycznej podróży.

Kiedyś nie rozumiałam, czemu w reklamach perfum unoszą się nagie modelki poowijane w jakieś kolorowe szarfy z ekstatcznie porozrzucanymi włosami. Zupełnie jak marionetki, albo ptaki, natomiast na pewno nie jak zwykli ludzie. Ale tak serio, zastanówcie się przez chwilę. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie. Jakie obrazy podsuwa wam wyobraźnia gdy pomyślicie o swoich ulubionych perfumach, lub zapachach z przeszłości ?

 

 

Print Friendly
The following two tabs change content below.

masakraona

Ostatnie wpisy masakraona (zobacz wszystkie)

3 comments on “Nos prawdę ci powie

  1. Ktoś tu wręcz uwielbia zapachy. Mmmmmm. Czasem w życiu warto być zapachowcem. Odkrywać i chłonąć każdy centymetr kobiecego zapachu. Logika zapamiętuje imię. Zmysły zapamiętują coś zdecydowanie innego.

    Zapraszam do siebie na nowy wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *