Słońce Hiszpanii

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wyszłam z domu 6.50. Słońce przeskakiwało pomiędzy skrzydłami wiatraka jak pomarańcza miedzy ostrzami blendera. Słońce. To samo, które ogrzewało mój prawy policzek wypływając zza horyzontu, gdy na pokładzie samolotu, pełna wewnętrzej ekstazy, odrywałam się od pasa startowego.

Dziwne, że wystarczy kilka centymetrów nad ziemią, żeby poczuć, że już się nie jest w Hiszpanii. Z każdą sekundą, unosiłam się wyżej i gdy już znalazłam się wysoko w chmurach, to w końcu stanęłam na poziomie wyobrażeń, które zdążył w mojej głowie zrodzić ten szalony weekend w Madrycie.

Cholerne słońce. W dni takie jak dziś mój optymizm jest moim przekleństwem,
Jestem szalona. To jest pewne. Całe szczęście mimo szaleństwa dalej jestem zdrowa psychicznie. To co odczuwam dobitnie, to fakt jak wszyscy poszukujemy miłości, nawet jeśli nieświadomie, to ciągle do niej dążymy. I może się to wydać kompletnie nielogiczne, bo wcale logiczne być nie musi, ja dla pewnych emocji jestem w stanie jednego dnia wsiąść w samolot tylko po to, by nastepnego dnia wrócić z powrotem. Nic nadzwyczajnego, poprostu głód życia, adrenaliny, miłości, ekstazy, potrzeba doświadczania i ta jebana ciekawość. Czy on pokocha mnie tak, że ja w końcu pokocham jego ?

Nie sądzę, a wręcz szczerze wątpię. Wytańczone godziny na huczących radością ulicach, spacery po parkach królów i zajadanie przysmaków karmiąc się własnymi dłońmi. Życie jest stanowczo zbyt piekne, żeby brać je serio. I będąc zawieszona wysoko w powietrzu, jak każda klasyczna kobieta, widziałam już siebie na tym gorącym lądzie trzymając w ramionach dziecko i słodko uśmiechając się do mojego Fernando. Doskonale wiedziałam, że to tylko kolejny etap w moim rozwoju. Uświadomiłam sobie rzecz tak niedawno zupełnie niewyobrażalną – są na świecie mężczyźni, którym chcemy urodzić dzecko.

Kochane, jak nie oszaleć z miłości ? Poczekać. I tak zrobiłam. Wróciłam do domu. Zaczęłam czytać, słuchać muzyki, wróciłam do pracy, karmienia kota. Nadal nie rozpakowałam torby. Za dużo w niej wspomnień. Wróciłam do swojego świata z krainy tak niesamowitego romansu, że moje ciało na znak protestu zatrzymało mnie w łóżku gorączką. Tak, tak, dzień po powrocie do Polski byłam najnormalniej chora.

Myślałam o nim jak jebana idiotka, ale cieszyły mnie te myśli. Wyeksploatowałam jego temat doszczętnie. Dostałam goraczki. Następnego dnia wstałam jak zawsze, pełna siły i szczęśliwa. Bo dzięki temu jaka jestem – powalona i nieprzewidywalna, sprawiam, że inne światy łączą się z moim. Wplatam w życie historie innych budując coś tak niesamowitego, że czasem samej trudno mi uwierzyć do jakiego poziomu doszłam w tej ekscytującej sztuce życia.

Idąc na przystanek autobusowy minęłam kościół. Ten sam w którym jako 9 letnia dziewczynka, śpiewając “Sercem kocham Jezusa” po raz pierwszy uwierzyłam w coś czego nie było. Przed oczami przepłynęła mi biała zjawa sukni komunijnej, włosy spięte w wysoki kok i niewinny uśmiech niezrozumiałej euforii.

Wtedy też chciałam wyglądać ładnie. Nauczyłam się, że można kochać obraz, można kochać, coś czego się nie zna, coś , co tak na prawdę nawet nie istnieje. I jak głupia trwałam w tym błędzie przez lata.

Takiej miłości powinnyśmy się wystrzegać. Często jak idiotki budujemy w głowie obrazy bez skazy ani tym bardziej bez sensu. Kochamy te obrazy, bo każdy facet może być w nich idealny. A potem faceci wkurwiają nas okrutnie, bo za nic w świecie nie chcą być tacy jakimi uczyniłyśmy ich w naszych wizjach.

Nie przestawajmy marzyć, bo to marzenia popychają nas do robienia rzeczy pięknych, totalnie pojechanych, z gatunku tych, które potem wspominamy z uśmiechem, niczym z kartki pocztowej zakładu dla psychicznie uzdolnionych.

Nie wszystkie marzenia można zrealizować, nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy w stanie zmusić świata i ludzi, żeby zachowywali się tak jak to widzimy w swoich wizjach. Było już kilku panów, którzy tak próbowali. Owszem przez jakiś czas stawiano im pomniki, ale potem te same pomniki obalano, bo dyktatorzy mają tą szczególną cechę, że kocha się ich tylko wtedy gdy przystawiają nam karbin do głowy. Jeśli chcemy,żeby kotoś tak właśnie nas kochał, to proszę bardzo, narzucajmy nasze wizje innym. Ja marzę o tym, żeby stać się ideą, w którą po wczesniejszym zapoznaniu, ktoś dobrowolnie postanowi uwierzyć i przyjąć jako tą główną, najważniejszą domenę swojego życia.

Kochać możemy wszystko. I wiem, że w tym krótkim momencie, który eksplodował w mojej głowie mnogością nowych doznań, na pewno kochałam tego ciemnookiego Hiszpana z burzą kręconych włosów w kolorze kawy. I patrząc w jego pełne radości oczy, wiem , że w tym samym momencie on kochał mnie. Pochłonięci totalnie innymi światami, byliśmy zachwyceni ile możemy się od siebie nauczyć. I to było piękne. Nawet jeśli to nie była miłość.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

masakraona

Ostatnie wpisy masakraona (zobacz wszystkie)

4 comments on “Słońce Hiszpanii

  1. Ale czymże jest miłość jak nie strachem
    Strachem przed tym, ze chwila chodź słodka
    będzie musiała minąć
    i minie
    Bo gdyby minąć nie mogła
    nie była by tym, o czym tak marzymy
    O wyjątkowym pocałunku gdzieś na krańcach świata
    otoczonym mgłą tajemnicy i intymnej wrażliwości
    skóry, oddechu, pieszczoty, szeptu, wyznania
    A potem wszystko mija
    pozostając w NAS na zawsze….

    Zapraszam raz jeszcze do siebie: http://redmind.pl/

    1. Cudownie ujęte. Nie wiem czy potrafię coś dodać. W życiu liczą się emocje, przynajmniej dla mnie, bo ja musze czuć,że żyję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *