Stara dupa

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Obudziłam sie rano jak gdyby nigdy nic, tak po prostu, jak co dzień o 4.30. Podobno starzy ludzie wcześnie wstają, nie mogą spać, muszą wziąć leki. Mnie nie budzą koszmary, egzema, bóle reumatyczne, mnie budzi dźwięk pazurów piłujących karton z gazetami stojacy przy regale z książkami. Czas wstawać. Z samego rana do odebrania miałam wyniki badań morfologicznych i tutaj zatrzymuję się na sekundę. Tak kurwa. Zaczęłam swoje urodziny od wizyty u lekarza.

Po prostu bajecznie. Odwalona w stylizację młodej, ambitnej, silnej kobiety, ruszyłam do miasta na spotkanie z laboratoryjną bielą, a później z przyjaciółmi, którzy urządzili mi najbardziej zjawiskowe urodziny w moim życiu. Ale o tym za chwilę.

Aby zrozumieć dlaczego dziś o tym piszę, muszę przytoczyć pewne fakty. Otóż w noc poprzedzającą moje syboliczne przyjście na świat, siedziałam w pokoju wypełnionym świecami, popijając samotnie wino, głaszcząc kota wyciągniętego na moich piersiach i ogladając obłednie przystojnego Seana Connerego w niezapomnianym “You only live twice”. W mojej głowie buzowały myśli. A gdyby tak sfingować swoją śmierć ? Nie, to głupie. Zaczynałam na nowo tyle razy, że James Bond wydaje mi się być cieńkim bolkiem w kwesti zmartwychwstawania.

Jak bardzo zmieniłam się w ciągu tego jednego roku, uwierzyć nie mogę do dziś. Przewartościowałam swoje życie, zbudowałam na nowo pewność siebie, odnalazłam w sobie drogę Zen, postawiłam życiowe cele, ale to wszystko byłoby niczym, gdyby nie najistotniejszy fakt. Najnormalniej w świecie pierwszy raz czuje, że jadę po życiu jak na karuzeli. Jestem szczęśliwa uśmiechem szalonego dziecka, zasianym w umyśle świadomej siebie kobiety, która potrafi podejść do mężczyzny i powiedzieć mu wprost co o nim myśli, licząc się z tym, że całkiem słusznie uznać ją może za wariatkę.

I chociaż nie czuję, aby upływający czas przynosił mi dawno zapowiadaną przez wszystkich stabilizację, to tej stabilizacji oczekuję równie niecierpliwie co wrzodów żołądka i żylaków. Jest taki czas w życiu, kiedy docenia się bezwarunkową wolność osobistą, która oczywiście część ludzi przeraża, bo nie wyobrażają sobie nagle zostać wyłącznie sami ze sobą. A to jest właśnie piękne. Pakuję torebkę i wsiadam w pociąg, samolot, albo po prostu na rower. Nie pytam, nie planuję wszystkiego, nie ograniczam się ograniczeniami innych, nie boję się ich lękami. Dwudziestoczterletnia Marta jest dla mnie samej fenomenem, jebanym zmartwychwstaniem wartości i pasji, jakąś totalną ewolucją człowieka dokonaną w rewolucyjnym tempie.

Tak wiem, spalam się nad sobą okrutnie. Ale pomyślcie, który rok w waszym życiu zmienił najwięcej? Czy gdybyście spotkali nastoletnią wersję siebie, to umielibyście się dogadać? A może stalibyście zażenowani, nie mogąc znaleźć wspólnego tematu? Co takiego mielibyście sobie do powiedzenia? Czy to młodsze ja chciałoby was w ogóle słuchać?

 

Dzieciństwo

 

 

Ten etap zazwyczaj wszyscy wspominają z łezką w oku i rzeczywiście, ja również staram się wybierać tylko te sielankowe wspomnienia, z uwagi na to, że wspominanie tego co bylo w naszym życiu złe, jest równie budujące co interpretacja tekstów piosenek Doroty Rabczyńskiej, znanej również jako Doda. Ta mała dziewczynka, gdyby mnie spotkała gdzieś w biegu (bo jako dziecko wiecznie byłam w biegu i podskokach), uśmiechnęłaby się do mnie diabelsko i na chwilę po otwarciu ust, zadawałaby już  miliony pytań, na które odpowiedzi nie zna nikt, więc mogłabym zmyślać niemiłosiernie, wciskając jej wszystkie kity świata, bo ta mała blondynka ma wyobraźnię jak kosmos, niegraniczoną i tajemniczą. Jeśli sprzedałabym jej bajkę z dużą dawką szczegółów, to usiadłaby na żwirowej drodze do domu, a z jej wielkich oczu wyskakiwałyby iskrami kolejne pytania. Stałabym uśmiechając się do niej, tak cudownie prawdziwej, nieświadomej jak ludzie perfidnie potrafią wykorzystywać naiwność i pasję życia.

Nie powiedziałabym jej oczywiście co ją czeka, jest jeszcze zbyt młoda, z czasem sama się przekona i z tego co wiem świetnie sobie poradzi. Jako dziecko jest sprytna, zaradna, błyskotliwa i  beztroska. Idź kochanie! Poskacz sobie w klasy zanim zaczniesz przejmować sie opinią ludzi i stwierdzisz, że to obciach.

Tak bardzo na NIE

Długie czarne włosy, szare bojówki , całą stylizację wieńczy oczywiście równie szałowy golf w kolorze mroku. Biała jak ściana, lakko pyzata, zatopiona w książce Jacka Piekary, chyba pierwszej takiej miłości w moim życiu, której totalnie nie rozumiałam. Ta buńczuczna nastolatka połyka jego książki jak wygłodniały kundel rzuconą kiełbasę. Podchodzę bliżej, żeby mnie zauważyła, a to nie takie łatwe, bo przebywając teraz we własnej wyobraźni najpewniej  ma wszystkich głeboko w dupie. Staję naprzeciwko  przyglądając się jak ściąga brwi, gdy jej oczy przeskakują ze słowa na słowo – ten ruch utrwali się z wiekiem, tworząc na moim czole pierwszą zmarszczkę w wieku lat 19, którą tak cudownie określa się mianem lwiej, bo nadaje twarzy wyraz permanentnego wkurwienia. Podnosi na mnie oczy i widzę w nich siłę, jakby była gotowa odeprzeć atak, a kto wie, może nawet powiedzieć mi coś w stylu “Co się tak gapisz lampucero?”. W każdym razie przygląda mi sie badawczo.

Doskonale wiem co robi. Zastanawia się co o niej myślę, czy jest gruba, głupia, czy ma za duży nos, czy się wymądrza noszac brodę za wysoko… Wiem to wszystko i uśmiecham się do niej. Odpowiada mi usmiechem, po czym pyta czy coś się stało. Gdzieś w środku zawsze szuka drugiego człowieka, chociaż tak zapiera się przed kontaktem, najeżając jak ryba fugu. Zawsze gotowa, żeby pomóc, pierwsza do konkusów, pilna uczennica, pełna poglądów, które zawsze wyczaruje w opozycji do proponowanego rozwiązania, wieczna wojowniczka, uparta, z przyklejonym do ust asertywnym  ”NIE”, tylko po to by zawsze robić po swojemu, nawet jeśli to co robi skazane jest na porażkę.

Patrzę na nią i chiałabym zapytać. Skąd ty do cholery wzięłaś tę siłę? Masz tylko 15 lat. Nie powiem tego, bo się wkurwi. Wykrzywi minę I powie “Słucham? Przecież ty mnie w ogóle nie znasz. Nie wiem, stoisz tak tutaj… Chcesz czegoś ?” Doskonale wiem co powie. W dłoniach trzyma książkę Piekary o dźwięcznym tytule “ Świat jest pełen chętnych suk”. To bardzo dobra książka. – Wystarczy, że rzucę to jedno zdanie. Książka namiesza w jej głowie konkretnie, w związku z czym przeczyta ją potem jeszcze kilka razy w różnych momentach swojego życia. Tak! Tak ! Czytam książki wielokrotnie, dlatego kocham je kupować, dotykać palcem grzbietów i zaginać trójkąciki na kartkach, żeby potem móc z łatwością odszukać ulubione cytaty. Jest wulgarna i cicha zarazem – witamy w gimanzjum , tutaj każdy musi znaleźć swoją taktykę przetrwania.

Work in progress

Od momentu narodzin zmieniamy się nieprzerwanie, a jeśli jesteśmy wsytarczająco silni, zdeterminowani, obdarzeni inteligencją, która wcale nie ułatwia życia,  to z poszczególnych okresów zatrzymujemy to co najlepsze, ucząc się nowych rzeczy i prąc to przodu wbrew wszystkiemu. Nie zawsze kochałam życie tak jak dzisiaj, to jest coś, czego trzeba się nauczyć. Pomimo że zdaję sobię sprawę ze zmarszczek rysujacych moją twarz, z zanikania włokien kolagenowych w skórze, umierania komórek mózgowych podczas imprez zakrapianych alkoholem oraz tego, że moje kolana kiedyś odmówią posłuszeństwa, jeśli będę dalej tak skakać bez opamiętania, to mam to najnormalniej gdzieś. Wszyscy się rozpadniemy, zestarzejemy, a co pewne, część z nas również oszaleje, bo choroby psychiczne to chleb powszedni, tylko oczywiście się o tym nie mówi, bo to przecież takie okropne. Ojej, jak bedziemy milczeć to się nie wydarzy! Ważne żeby żyć, bo jeśli wegetujemy, to nawet mając lat 20 nasze życie bardziej przypomina umieranie, kiedy to  każdy dzień zamiast otwierać przed nami nowe szlaki,  zbliża nas tylko do śmierci, odrywając kolejna kartkę z kalendarza.

Siedząc ze znajomymi w obrotowej kawiarni z widokiem na morze i powolnie spływające po niebie słońce,  dystkutując o życiu, związkach, zagubionej filiżance, która jednak stała obok, zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy tego dnia zrobiłam po raz pierwszy, a także ile radości przyniosły mi te nowe doświadczenia. Kładąc się spać z myślą, że rano będę wstawać do pracy, nie mogłam uwierzyć ile szczęścia spotkało tą odważną dziewczynę, która pół roku spędziła żyjąc na materacu w krainie Wikingów,  bez pracy, pieniędzy, własnego miejsca na ziemi, za to z ogromnym uśmiechem, mruczącym kotem przy boku i laptopem, dzięki któremu czuła, że cały świat ma na wyciągnięcie ręki.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

masakraona

Ostatnie wpisy masakraona (zobacz wszystkie)

2 comments on “Stara dupa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *