Warszwska dżungla

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wjeżdżam do Warszawy. Brunetka lat 24, wściekle cerwone usta, sukienka w motyle – idealna przyszła lokatorka Placu Zbawiciela. Tęcza wpisuje się malowniczo w wykrzyczane dawno słowo wolność. Są takie momenty kiedy się boimy, kiedy pęd donikąd zabiera nas w najbardziej fascynujące z miejsc, tętniących życiem takim, o jakim zawsze marzyliśmy.

 

Idziesz tunelem. Przed tobą wynurza się kula światła, więc idziesz w kierunku rażącym twoje zmysły. Niesiona tłumem mrówek wypływam na powierzchnię i w tym momencie pojawia się muzyka. Oczywiście – trafiłam na porę koncertów. Ta muzyka wybija rytm zwierzęcych kroków, biodra kołyszą się w pierwotnym instynkcie przetrwania. Podnoszę wzrok. Widze jak zbierają się złowieszczo – burzowe chmury. Trzeba uciekać. Schronić się. W sumie to najlepiej gdzieś przy wodopoju…

Z daleka dostrzegam potężny totem gitary. Uderzam do Hard Rock Cafe, żeby po upalnym popołudniu zamówić mojito.

Tak więc siedzę i piję mojito. Napój wypełniający mnie niespotykaną mocą, jakiegoś niedookreślonego szaleństwa. I kocham ten moment. Tak jak kochałam wszsytkie inne momenty swojego życia, zarówno te zaspane przy kuchence, kiedy o piątej rano przewracałam omlet na drugą stronę, te wycieńczajace, kiedy wychodząc z aqua aerobiku niemal się dusiłam. Myślę, a słodycz rumu przypomina mi jakby o innym życiu, życiu w którym po sesji zdjęciowej wracałam z butelką do mieszkania i piłam mojito stojąc na balkonie ósmego piętra, w którym każdy dzień wyglądał jak kalka z rutyny dnia poprzedniego, a ja wierzyłam, że tak przecież powinno być. Czym było wtedy mojito ? Marzeniem. Jedynym, które byłam w stanie zrealizować. Teraz czarna słomka pomiędzy czerwonymi wargami zaciąga powoli smak orzeźwienia. Mięta uderza do głowy i wiem już na pewno – Warszawa zawsze będzie dla mnie tym pierwszym mojito, zamówionym w upalne popołudnie, gdy siedząc przy barze pisałam jak niesamowitym uczuciem jest niezależność. Niebo powoli oczyszczało się z chmur.

 

„After the rain comes sun, after the sun comes rain again…” 

 

W głębi mojego umysłu płynie muzyczną wibracją, ten mega pozytywny kawałek. Szaleję. Stojąc z mapą w ręku wyznaczam sobie kolejne cele wędrówki.

Czym są marzenia? Niczym. Marzenia to tylko mgła miękko zasnuywajaca nam oczy obrazami tego, co chcielibyśmy przed nimi umieścić w rzeczywistości. Póki nie planujemy, marzenia płyną jak chmury przekształcające się w kolejne niezrealizowane, surrealistyczne obrazy, które napełniajac nas rozgoryczeniem odzywaja się czkawką po kilku, a nawet kilkudziesięciu latach. Co zrobić, żeby zacząć je spełniać?

Za każdym spełnionym marzeniem kryje sie genialny plan i tona ciężkiej pracy – dokładnie w tej kolejności. Pracowałam jak wół. Czasem 11 godzin dziennie, skacząc na sali gimnastycznej jak jebana tresowana małpka, bez dnia przerwy na regenerację mięśni. Zakwasy i wstawanie o 4.30 przypominały mi, że gdzieś tam tkwi cel, do którego dążę i wiedziałam, że idę do niego, pomimo trudności, czy cholernej niewygody. Bo czy docenialibyśmy słodycz spełnienia, gdybyśmy nie okupili go najpierw własnym wysiłkiem ?

 

Porzebuję mapy

 

Nie wiedziałam, gdzie wysiąść, więc wysiadłam w Śródmieściu. Zwinnie namierzając znak Empiku podążałam za nim jak ćma, wabiona jedyną znaną rzeczą. Stanęłam przed kasą z przewodnikiem w dłoni.

- Polecam książki kucharskie w promocji… – odpowiedział automatycznie, niczego sobie, pan sprzedawca.

- Gotować umiem, tylko Warszawy nie znam… – Wydukałam z siebie, z tym szczególnym uśmiechem uyciekinierki z zakładu psychiatrycznego. Dostałam ciągutki gratis.

Obok trwa szaleństwo, każdy drapieżnik pędzi swoją ścieżką. Nie schodzimy sobie z drogi. Zapatrzeni w swój egoizm przestajemy zwracać uwagę na innych, bo na tę krótką chwilę, cel staje się najważniejszy.

 

Szkoła przetrwania

Przetrwać? Jak przetrwać?

Wszystkiego się trzeba nauczyć. Nauka jest taka piękna. Czy naprawdę tak może wyglądać życie, czy to tylko niesamowita iluzja? Przecież dalej jesteśmy zwierzętami, to co nas od nich odróżnia, to ambicja. Mimo tych głów napchanych dobrą muzyką, genialnymi flmami i wszystkim innym. Jesteśmy jedynym gatunkiem, który żeby się poruszać, potrzebuje zbudować sobie w tym celu jakąś ideologię.

Czego się boimy ? Boimy się porażek. Dlatego zazwyczaj wolimy nie podejmować wyzwania, niż potem spoglądać sobie w twarz myśląc o tym, jak bardzo znów nawaliliśmy. A co jeśli porażka nie wchodzi w grę? Czasem tak po prostu trzeba założyć, że jest niemożliwa. Jeśli nauczymy się dawać z siebie wszystko, wychodzić do ludzi z uśmiechem i nie bać się życia, to dopiero jesteśmy gotowi, żeby wyciągnąć ręce po to, co ma nam do zaoferowania świat.

Pośród drapieżników znajdziemy też padlinożerców, zakładających, że przy wielkiej uczcie, coś skapnie z tego suto zastawioneo stołu.

Przechodze ulicą. Na wysepce klęczy cyganka wciągająca do mnie dłoń. Na dłoni niczym na tacy lśnią srebrne mmonety. Ze swojej materiałowej torby z Johnem Lennonem wyciągam jabłko i kładę na jej dłoni. Zdziwiona kobieta dziękuje. Jej oczy próbują do mnie kłamać. Za chwilę schowa i jabłko i pieniądze. Wyciągnie rękę ponownie. Prosty bisznes – jedyny jaki zna. Ciekawe. Dla niektórych celem wydaje się być klęczenie z wyciągniętą dłonią, dla mnie celem jest wyciaganie ręki do innych…

Dotarłam. Przeżyłam. Teraz strachy wyskakują milionem niedomówień. Może gdybym jednak próbowała określać i oceniać ludzi, tych niedomówień byłoby mniej, ale co to za różnica, gdzie będę pracować, gdzie kupię szynkę do kanapki i czy odnajdę się w realiach dużego miasta. Był taki geniusz, nomen omen, doktor dziennikarstwa Hunter S. Thompson, który sformuował jedną niezwykle istotną myśl. We wszechświecie musi istnieć prawo Wielkiego Magnesu, który przyciąga do nas pewne zdarzenia. Jeśli nie podążasz zgodnie ze swoim magnesem, to dojdziesz do momentu, kiedy wszystko zaczanie się pierdolić, a jeśli wskoczysz w ten nurt magicznego przyciągania, bedziesz żyć w zgodzie ze sobą, to stanie się to, czego w życiu zawsze chciałeś – najlepsza z możliwych dróg. Oczywiscie nie chodzi tu o brani tego dosłownie, a jedynie o to by wsłuchiwać sie w siebie i na tej podstawie podejmowac życiowe decyzje.

Droga jest najważniejsza. Sam cel, jego osiągnięcie i nieunikniona celebracja, nie uczy nas niczego. Owszem, to osiągnięcie celu sprawia, że widzimy sens we wszystkich działaniach, ale to cały proces dochodzenia do zamierzonego punktu sprawia, że czegoś się uczymy. Wytrwałości? Determinacji? Wszytskiego, czego tylko zdołamy i okazuje się, że porażki, mimo iż niedoceniane, to mają nawet większe zdolności dydaktyczne. Tyle razy, ile leżałam nieporadnie na podłodze płacząc z bezsilności, to możecie mi uwierzyć nie starczyłoby czasu zliczyć Aż pewnego dnia przychodzi moment, kiedy zdajemy sobie sprawę z własnej siły i mimo wątpliwości decydujemy się zmieniać wszystko.

Idę i pomimo mapy, pownownie się gubię. To jest w porządku. Gubię się bez strachu. Chwilę pewnie zajmie mi odnalezienie się w obiecanej przygodzie.  

Print Friendly
The following two tabs change content below.

masakraona

Ostatnie wpisy masakraona (zobacz wszystkie)

One thought on “Warszwska dżungla

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *